oficjalny blog audycji Rap Sesja, której możesz słuchać w każdą niedziele o 22:00 w Radiu Kampus 97,1 fm www.radiokampus.waw.pl
RSS
niedziela, 27 marca 2011

Dziś w naszej cotygodniowej audycji będziemy gościć zdolnego i rozchwytywanego producenta młodego pokolenia - Zbyla.

4 kwietnia w sklepach w całym kraju pojawi się debiutancki album producencki naszego gościa "Operacja sampling". A już dziś w Rap Sesji usłyszycie premierowa kilka numerów z tej płyty!

Jeśli macie jakieś pytania do Zbyla to przez całą audycję numer gg 971 będzie do waszej dyspozycji.

Poza kwestiami związanymi z albumem Zbyla powiemy też dzisiaj o głośnej sprawie toyowskiej akcji jednej ze znanych firm ubraniowych.

Warto nas słuchać o 22 na 97,1 fm w Warszawie i  na www.radiokampus.waw.pl w całej Polsce

15:11, muflon_truflon
Link Komentarze (3) »
wtorek, 01 marca 2011

20 lutego:

1. Peja - Mój rap, moja rzeczywistość

2. Currensy feat. Snoop Dogg - Seat change

3. 1982 - Radio

4. Termanology - Please don't go

5. Pusha T - My god

6. The Streets - Roof of your car

7. DJ 600v feat. Wujek Samo Zło - Freestyle

8. Dilated Peoples - Neighborhood watch

rip: http://www.przeklej.pl/plik/kampus-air-20-luty-2011-22-00-44-mp3-0027rscpb7tb

27 lutego:

1. Ice Cube - It was a good day

2. Wujek Samo Zło feat. Flint - Koncert rapowy (freestyle)

3.Currensy feat. Mos Def, Jay Electronica - The day

4. Wiz Khalifa - Still blazin

5. Wujek Samo Zło feat. Diox - Ze mna Diox (freestyle)

6. CNE & WSZ - Jeszcze raz

7. MŁD & Czarlson feat. Zkibwoy - Oddycham

8. Method Man - Release yo'delf

rip: http://www.przeklej.pl/plik/kampus-air-27-luty-2011-22-00-49-mp3-0027rv7bv96u

16:50, muflon_truflon
Link Komentarze (6) »
niedziela, 27 lutego 2011

Elo morelo!

dziś do Rap Sesji wpadają Wujek Samo Zło i Krusz. Pretekstem do zaproszenia Osamy Bin Zło jest jego nowopowstały freestyle'owy mixtape "Whatever FM" ale sądzę, że nasza rozmowa powędruje tez w różne inne rejony długiej działalności Wujka na naszej scenie.

Jeśli macie jakieś pytania do naszych dzisiejszych gości to przez całą godzinę trwania naszej audycji będziemy mieli odpalone gg i możecie do nas pisać na numer 971.

Do usłyszenia o 22:00 w Radiu Kampus na 97,1 fm lub www.radiokampus.waw.pl !

17:46, muflon_truflon
Link Komentarze (2) »
niedziela, 20 lutego 2011

Dziś w Rap Sesji nie lada gratka w postaci krótkich wywiadów z ekipą z Showoff (czyli Termanologym, Reksem i Statikiem Selektah!). Usłyszycie też freestyle, który Reks nawinął specjalnie dla słuchaczy naszej audycji!

Muflon odniesie się też do komentarzy a propos jego podsumowania dekady, a i Puoć pewnie wtrąci swoje trzy grosze w tej kwestii.

Jakby tego było mało, połączymy się też na chwilę z Wujkiem Samo Zło, którego spytamy o jego nowy czysto fristajlowy mixtape "Whatever FM", który już jest do ściągniecia ze strony www.wielkiejol.com.

Playlistę też mamy na dziś całkiem kozacką, bo przygotowaliśmy dla was tracki od The Streets, Currensy'ego czy Dilated Peoples.

Słuchaj Rap Sesji o 22:00 w Radio Kampus na 97,1 fm w Warszawie lub na www.radiokampus.waw.pl na całym świecie.

14:57, muflon_truflon
Link Komentarze (9) »
czwartek, 17 lutego 2011

10. LA & Magiera – Kodex 1

Obecność tego albumu w moim podsumowaniu zdradziłem już w notce o płycie Waco, ale i bez tego pewnie wielu z was się jej tu spodziewało. Właściwie temat wyczerpał Marcin Flint pisząc na popkillerze, że Kodex 1 to „polski hip-hop the best of”. Nic dodać, nic ująć. Smutna prawda jest taka, że raperzy często traktują nagrywki na cudze materiały po macoszemu, nie do końca dając z siebie wszystko, jakby bali się, że ‘zmarnują’ swoje najlepsze wersy na nie swój album. Tutaj nie ma o tym mowy. Przebojowe produkcje L.A. i Magiery poniosły większość z nich, a pewnie dodatkowo też zmobilizowała obsada i myśl z jakim gronem przyszło im konkurować. Gospodarze mogąc zaprosić praktycznie każdą postać z naszej sceny, mieli nosa do gości (czego nie można już powiedzieć o ich następnych produkcjach) i pominęli naprawdę nieliczne grono osób, które wówczas zasługiwało na obecność na takiej płycie. „Na raz” Ostrego to jeden z najbardziej przebojowych kawałków i udanych refrenów jakie wydał polski rap, „Oczy otwarte” to możliwe, że najważniejszy bragg, a „Są dni” jeden z najbardziej klimatycznych i ‘wczuwkowych’ polskich numerów. Samo naj, naj, naj. Dodajmy do tego objawienie Gurala, Tedego w nietypowej konwencji, przenikliwy, plastyczny storytelling od Włodka i Pona czy charyzmatycznego Peję, a wszystko to na przebojowych, różnorodnych produkcjach i w rezultacie możemy wrócić do punktu wyjścia czyli do opinii Flintstone’a.

 

09. Tetris – Naturalnie EP

2004 rok to moment objawienia się Tetrisa polskiej scenie. Niesamowity występ na WBW i chwile później epka, która stworzyła postać Tetrisa i na wiele lat ugruntowała jego pozycję, jako ‘nadziei podziemia’. Jasne, zarówno mixtape’y na bitach Statika Selekty czy tych od Hovy, jak i długogrające legalne „Dwuznacznie” to – patrząc przez pryzmat obiektywnych kryteriów – lepsze albumy niż „Naturalnie”, ale ja do dziś pamiętam pierwszy odsłuch właśnie tej płyty a nie jej kontynuatorek. Tetris w 2004 roku wyprzedził polski rap w kwestii połączenia trzech bardzo ważnych cech kompletnego rapera: umiejętności, wrażliwości i oczytania. Pewnie brakowało mu wtedy czwartego elementu, który stworzyłby kapitana Planetę, czyli wyrazistości, ale ‘nie można mieć wszystkiego drogi panie’. Celne linijki, skromność połączona z pewnością siebie, świetne koncepty na kawałki, udane zwrotki gościnne od członków WOCC i do dziś w naturalny sposób wzruszająca „Pamięć” - jeżeli polski underground przeżywał kiedyś wielkie chwile to z pewnością taką była ta epka.

 

08. Eldo – 27

Wiele osób pewnie się nie zgodzi, ale dla mnie „27” to Eldo w najlepszej odsłonie. Nie aż tak zamulony i poetycki jak na „CKCUA”, ale też nie przesadnio wywieziony jak na „Opowieści”. Nie aż tak refleksyjny jak na „Eternii” i przynudzający jak na „Nie pytaj o nią”, ale też nie przesadnio optymistyczny. Po prostu „27” to Eldoka w odpowiednich proporcjach. Typowo leszkowa konwencja rapu jako efektu głębokich przemyśleń tym razem wymieszała się z duża ilością kawałków, które po prostu oddawały klimat naszego miasta czy bawiły, jednocześnie cały czas dając do myślenia. Na „27” Eldo tworząc plastyczną i syntetyczną narrację o swoim dzieciństwie, rapując o stylu swoich ubrań czy wcielając się na chwilę w rolę bboya walczącego na parkiecie udowodnił, że potrafi być tekściarzem wszechstronnym, przy tym nie gubiąc swojego stylu.

 

07. Łona – Koniec żartów / Nic dziwnego

„Nic dziwnego” wyróżniłem tutaj głównie po to żeby podkreślić, że Łona jest gościem, który cały czas się rozwija i z płyty na płytę pozostając tak samo pomysłowym i błyskotliwym tekściarzem, staje się coraz lepszym mc. Jednak prawdziwe wyróżnienie z moich ust należy się płycie „Koniec żartów”. Pamiętam jak w 2001 roku podejrzliwie zerknąłem na okładkę tej płyty w Empiku, nie wiedząc co to za dziwny gość z niej na mnie zerka. Na Moleście go przecież nie było, z teledysków Zip Składu też raczej tej japy nie kojarzyłem. Mimo tych wątpliwości i pogłębiającej się konsternacji w wyniku ujrzenia tytułów kawałków, odpaliłem tę płytę na empikowym odsłuchu i BUM! Po dwóch kawałkach wiedziałem już, że ją kupuję. Chyba tylko wcześniejsze doświadczenie z Fiszem uchroniło mnie przed szokiem absolutnym. Czegoś tak świeżego, pomysłowego i innego od całej reszty jeszcze nigdy w mojej krótkiej przygodzie z hip-hopem nie słyszałem. Szersze rozpisywanie się o Łonie raczej nie ma sensu. Przecież wszyscy z was tak samo jak ja zna na pamięć „Helmut, rura!”, „Biznesmena”, „Konewkę”, „O jak dobrze” czy „Fruźki wolą optymistów”. Jeżeli się tym nie jarasz to musisz prowadzić bardzo smutny żywot. Kropka.

 

06. Dizkret Praktik – IQ

Pisałem już o roli jaką dla polskiego rymowania odegrał Pezet, będę pisał o roli Smarka, ale warto też wspomnieć o cegiełce jaką dołożył Dizkret. To on jako pierwszy nagrał album praktycznie w całości nawinięty na podwójnych rymach w ich klasycznym rozumieniu, czyli z dwoma rymami na końcu wersów. Dizkretowa precyzja w tej kwestii do dziś budzi uznanie, a przecież to był 2002 rok. Przy tym nie ukrywam, że tematyka daleka od osiedlowych wojen, nienawiści do policji, wszelkiego rodzaju agresji, a bliższa wnikliwej krytyce mediów, blichtru czy naszej raczkującej sceny oraz pełna szeroko rozumianego ‘pozytywnego przekazu’ (jak to się zwykło nazywać) bardzo do mnie trafiała. Druga połowa sukcesu tej płyty to rzecz jasna produkcja Praktika. Jazzujące, spokojne brzmienie z momentami bardziej energicznymi plus żywe instrumenty (jak w kawałku „3”) dograne z poczuciem smaku i nie na siłę. „IQ” to płyta nienachalna, nie krzykliwa i nie na pokaz. Po prostu inteligentny hip-hop z duszą.

 

05. Dinal – W strefie jarania i w strefie rymowania

„W strefie jarania i w strefie rymowania” nie znalazło się tutaj tak wysoko ze względu na wielki przełom jaki stanowiło, ani też nie dlatego, że stało się kamieniem milowym naszej sceny, dlatego że odmieniło ją na zawsze. Druga płyta Dinali nie zmieniła niczego, nie rościła sobie praw do wyznaczania nowych trendów, do stanowienia nowych praw i aksjomatów, do wytyczania nieznanych dróg którymi my zbłąkane owce mamy podążać. Nic z tych rzeczy. „W strefie…” jest tak wysoko dlatego, że to po prostu cholernie dobra płyta i świetnie się jej słucha. Tylko tyle i aż tyle. Naprawdę czasem wystarczy wziąć kilkanaście dobrych bitów, i napisać do nich kilkadziesiąt dobrych zwrotek. Z głową, z poczuciem humoru, z pamięcią o technice i z dużym luzem, który stanowi dowód na to, że ten rap to jeszcze zabawa, a nie nadmuchany, śmiertelnie poważny biznes, firmy odzieżowe, klipy z modelkami i dziesięć profesjonalnych fotorelacji z profesjonalnego pisania profesjonalnych tekstów.

 

04. Smarki Smark – Najebawszy EP

Przez jakiś czas rozważałem czy aby nie za wysoko ustawiam tę EPkę, ale spróbujmy odwrócić sytuację i zastanowić się czego niby jej brakuje i dlaczego nie miałaby się znaleźć tak wysoko. Bity są klasyczne, a przy tym świeże i przebojowe? Są. Rap jest ciekawy, przyciągający do głośnika, dobrze napisany i efektownie zarapowany? Jest. Cuty są kozackie i pozostawiają wrażenie, że tak dobrze ocutowanego materiału w Polsce nigdy więcej już nie było nam dane usłyszeć? Są i pozostawiają takie wrażenie. Czy na tej płycie jest choć jeden słaby numer? Nie, nie ma. Czy ta płyta to setki linijek, które były follow-upowane przez dziesiątki kolejnych raperów i takich które stały się stałym elementem pijackich rozmówek przy piciu w plenerze czy przy wymianie zdań na gadu gadu? Tak. Wreszcie czy underground wypuścił kiedyś płytę tak bardzo ugruntowującą pewien sposób rapowania i myślenia o rapie? Nie, po „Najebawszy” przez ładnych parę lat całe podziemie rapowało stylem Smarka i tak jak pisałem o tym, że Pezet na „Muzyce klasycznej” położył pierwszy kamień milowy dla tego stylu rapu w Polsce, tak Smark już będąc pod wpływem inklinacji Pezetem, położył drugi dodając do techniki, swój krnąbrny, pyskaty i nieco szczeniacki swagger. Więcej pytań nie mam.

 

03. Afro Kolektyw – Czarno widzę

Najmniej hip-hopowy album ze wszystkich w tym rankingu? Możliwe, nie przywiązuje do tego większej wagi. Przed chwilą skasowałem zdanie o treści „Afro Kolektyw to jeden z większych fenomenów na naszej scenie”. Skasowałem je, bo nie byłoby ono prawdziwe. Afro Kolektyw nigdy nie był elementem tej sceny, byli na to zbyt dużymi oryginałami. Zawsze byli gdzieś obok, a zanosi się, że teraz odejdą jeszcze dalej. Szkoda, bo zarówno „Płyta pilśniowa” jak i „Czarno widzę” to również w kategoriach czysto hip-hopowych płyty kapitalne. Powiedzieć, że Afro Jaxx to czołowy tekściarz wśród polskich raperów to powiedzieć zdecydowanie za mało. Dopiero kiedy odniesiemy się do całej współczesnej kultury zrozumiemy powagę sytuacji. Nie widzę we współczesnej Polsce zbyt wielu pisarzy, felietonistów, piosenkarzy czy komików młodego pokolenia, którzy tak celnie i tak błyskotliwie umieliby opisać naszą rzeczywistość. Afro Jaxx jest odwróceniem jednej ze swoich linijek z trzeciej płyty grupy: „ktoś pyta czy jestem szczęśliwy/ odpowiadam »no jasne« i mówie to smutno”. Otóż Afro Jaxx mówi do nas wesoło, z uśmiechem na ustach, często gagami, ale pod płaszczem komizmu kryje się spora doza smutnej refleksji o nas samych.„Paranoja na bloku” pomimo, że jest humorystycznym utworem, jest głęboko nostalgiczna, a przy tytułowym kawałku możesz śmiać się przy każdym wersie, żeby pod koniec odsłuchu poczuć, że czujesz się zdołowany. Mało kto potrafi tworzyć w taki sposób. „Czarno widzę” wygrywa z pozostałymi albumami Afro Kolektywu tym, że muzycznie zdecydowanie pasuje mi najbardziej. „Połącz kropki” jest już dla mnie zbyt odjechana, przekombinowana, a na „Płycie pilśniowej” wydaje się, że chłopaki jeszcze nie do końca okiełznali muzyczny żywioł. Zaś „Czarno widzę” to idealne wyśrodkowanie między klasycznym brzmieniem, a pędem ku alternatywnej innowacji.

Wyszedł chyba najdłuższy ze wszystkich opisów, ale to dobrze. Ten zespół zasłużył na coś więcej niż telefony od organizatora dwa dni po ustaleniu daty koncertu z przeprosinami o treści: „panowie, bardzo przepraszamy za zamieszanie, chodziło nam oczywiście o Afromental”.

 

02. Pezet Noon – Muzyka poważna

Tylko raz możesz słuchać tej płyty pierwszy raz. Ja na szczęście miałem przyjemność na słuchawkach i to z oryginalnego nośnika. Inna sprawa, że pierwszy odsłuch nieco mnie zawiódł. Na szczęście jednak każdy kolejny utwierdzał w przekonaniu, że „Poważna” zdecydowanie przebija „Klasyczną”. Pezet stał się mniej efekciarski, ale zdecydowanie bardziej efektywny. Jego teksty wreszcie zaczęły być nasączone treścią, przy tym nie gubiąc ani stylu, ani techniki, która tym razem stała się bardziej dyskretna i subtelna, a dzięki temu godna większych komplementów niż ta w wersji  krzykliwej i na siłę wysuwającej się na pierwszy plan. Noon udowodnił, że nie zamierza odcinać kuponów od tego co robił do tej pory i siekać kolejnych płyt na to samo kopyto. Artystyczne nienasycenie nie pozwoliło mu na to i w rezultacie dostaliśmy muzyczny produkt o zupełnie innym składzie niż jego poprzednik. Bity są trudniejsze i mniej chwytliwe, ale zostają w głowie na dłużej i jak to często bywa w przypadku rzeczy, do których musimy się przyzwyczaić, oswoić i zrozumieć, po prostu się nie nudzą. I rzecz jasna świetnie współpracują z tym co słyszymy z ust rapera. Jeśli chodzi o warstwę tekstową to Pezet osiągnął absolutne wyżyny brudnego, sentymentalnego i smutnego rapu będącego raportem z przemijającej młodości i wchodzenia w dorosłość wrażliwego, lekko zepsutego i zdegenerowanego twórcy. Pełne i bezkompromisowe rozliczenie z okresem hucznej młodości.

 

01. Eis – Gdzie jest Eis?

Podejrzewam, że nie jesteście zaskoczeni tym wyborem. „Gdzie jest Eis?” zawładnęło moimi głośnikami w 2003 roku i od tamtej pory – mimo że słucham tej płyty bardzo często – nigdy się nie znudziło. Nie ma w historii polskiego rapu płyty bardziej ponadczasowej, bardziej wymykającej się bezlitosnemu i morderczemu wirowi wskazówek. Mamy rok 2011 i nadal wrzucając „Gdzie jest Eis?” do odtwarzacza, mamy do czynienia z czymś cholernie świeżym. Eis wyprzedził polski rap na wiele lat i jako jeden z bardzo niewielu na naszej scenie brzmi i rapuje tak jakby robił to zupełnie naturalnie, jakby ten sposób werbalizowania myśli był elementem jego kultury, która chłonął od dziecka wychowując się na Bronxie i spędzając dzieciństwo na Block Parties. Przestawia akcenty, zaskakuje rymem w niestandardowym miejscu, skraca i wydłuża wersy, stawia pauzy, a wszystko to bez odrobiny wysiłku. Śmiem twierdzić, że takiej naturalności nie osiągnął żaden polski nawijacz. Nie brakuje mu też polotu w warstwie tekstowej. Eis nie jest równie refleksyjny co Eldo, nie tworzy pomysłowych konceptów jak Łona i nie niszczy niesamowitymi grami słownymi jak Reno, ale jego teksty posiadają jaką niesamowitą lekkość i lakoniczną celność. „Jesteś przy nich królem, jedziesz, takim Audi że cała ulica pyta, kurwa który to był numer”; „Mówisz: Eis zmień swoje życie. Co, nie jest fajne? Zmień życie? Raczej nie, ale chyba w końcu zmienię pannę”. Takiego rapu po prostu chce się słuchać.

Życzę sobie i wam aby następnych 10 lat przyniosło nam płyty, które przetasują tę pierwszą dziesiątkę. Póki co Eis na szczycie.

01:25, muflon_truflon
Link Komentarze (14) »
wtorek, 15 lutego 2011

Rap Sesja z dnia 6 lutego:

1. Kanye West - Though the wire

2. Talib Kweli feat. Kendra Ross - Wait for you

3. Kękę - Sentymental

4. Slaughterhouse - Back on the scene

5. Elzhi feat. Royce da 5'9 - Motown 25

6. Fokus feat. Losza Vera - Cytryny

7. Mac Miller - Knock knock

8. Eldo - Inny niż wy

9. Talib Kweli - Cold rain

10. Afront - Pół

rip: http://www.przeklej.pl/plik/kampus-air-6-luty-2011-21-59-47-mp3-00276p1nbbq4

Rap Sesja z dnia 13 lutego:

1. Cisza & Spokój - Ogień

2. Wiz Khalifa - This plane

3. Jurassic 5 - Concrete schoolyard

4. Reks - Grey hairs

5. Brudne Serca - Liczby

6. Masta Ace - Take a walk

7. Reno - Natura ludzka (Zetena remix)

8. Evidence - Let the beat flip

9. Pete Philly & Perquisite - Grateful

rip: http://www.przeklej.pl/plik/kampus-air-13-luty-2011-22-00-46-mp3-00276p5qsagh

Postaram sie jutro dac wam cos na co czekacie:)

 

00:54, muflon_truflon
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 13 lutego 2011

Elo

dziś w Rap Sesji Muflon opowie jak przebiegła wczorajsza głośna bitwa w Szczecinie (udział brali Muflon, Tetris, Pogo, Białas i Roka).

Będziemy też rozdawać wejściówki na koncerty Statik Selektah, Termanology, Reksa i Tetrisa we Freshu a także Flinta w Mandali.

do usłyszenia o 22:00 w Radiu Kampus!

17:01, muflon_truflon
Link Komentarze (2) »
niedziela, 06 lutego 2011

Janusz W. (47 l.) z Koluszek zapomniał włączyć Rap Sesję i następnego dnia jego sąsiad złamał nogę. Może przypadek, ale kto wie... Lepiej nie kusić losu i na wszelki wypadek włączyć Radio Kampus o 22:00.

Dziś sporo naprawdę dobrej muzyki. Między innymi nowe rzeczy od Taliba Kweli i Slaughterhouse, a także nieco starsze od Afrontu.

A tu playlisty dwóch ostatnich Rap Sesji i rip obydwu w jednym pliku:

23 stycznia:

1. Tede - Witaj w domu

2. Jot - Zrozum

3. Jot - Sytuacje

4. Clipse - The funeral

5. Atmosphere - The woman with the tattooed hands

6. Wiz Khalifa - Black & yellow

7. Bonus & Matek - Boję się o jutro

8. Rover - Kalejdoskop wspomnień

9. Tusz na rękach - Na końcach twych rzęs

10. Pjentak/Rin/Siejek/Zbylu - Proste

11. Vnm feat. Tomson - Chore ambicje

30 stycznia:

1. T.I. feat. Scarface, Mitchellel - Life changed

2. Mac Miller - Kool aid & frozen pizza

3. Tetris - Dziecko szczęścia

4. UGK feat. Rick Ross - Cocaine

5. Pezet feat. 2cztery7 - Pornogwiazdy

6. Dwa Sławy - A zakład?

7. Cee Lo Green - Fuck you

8. Goodie Mob - Live at the O.M.N.I.

9. Yelawolf - Love is not enough

10. Tede - Proste

Rip: http://www.przeklej.pl/plik/kampus-direct-23-styczen-2011-22-02-21-mp3-0026st2841dc

17:03, muflon_truflon
Link Komentarze (3) »
niedziela, 30 stycznia 2011

Trochę mi to zajęło, ale pora wreszcie na drugą cześć czyli miejsca 20-11. Z następną postaram się wyrobić szybciej.

Przypominam też wszystkim, że dziś o 22:00 Rap Sesja. Słuchaj nas w radiu Kampus na 97,1 fm w Warszawie lub na www.radiokampus.waw.pl

 

20. Pezet Noon – Muzyka klasyczna

Drugą dziesiątkę zaczynam bardzo mocnym uderzeniem. Kolejna płyta o której śmiało można powiedzieć ze ukształtowała kanon polskiego rapu na lata. Dziś teksty Pezeta z tamtego okresu, w których próbował ze sobą zrymować wszystkie marki świata i zauważał, że seniorita jest mokra jak Bonaqua mogą irytować, ale prawda jest taka, że styl Pezeta z 2001 roku to polski rap przez wiele następnych lat. Właściwie cały polski underground to w mniejszym lub większym stopniu postpezet z „Muzyki klasycznej”. I choć dziś rzadko wracam do tej płyty (no, może do „5-10-15” i „To tylko ja” zdarza mi się to robić częściej) i chętniej słucham „Muzyki rozrywkowej”, to po pierwsze rola tego albumu dla polskiego rapu, a po drugie sentyment sprawiają, że ta płyta musiała się tu znaleźć. Gdybym robił ranking nieco mniej subiektywny, a bardziej nastawiony na podkreślenie znaczenia różnych albumów dla polskiego hip-hopu to na pewno „Muzyka klasyczna” znalazłaby się w pierwszej piątce. Warto również zaznaczyć ze odejście Noona od produkcji hip-hopowych to dla polskiej sceny największa strata minionej dekady.

 

19. Stare Miasto – Minuty

Polskie A Tribe Called Quest i ich drugi album na miejscu 19. Kupiłem kiedyś tę płytę na jakiejś promocji w empiku za 9 zł i zakochałem się w jej czystej, rdzenno hip-hopowej wibracji. Dizkretowi zawsze brakowało nieco emocji w nawijcę, ale nadrabiał to umiejętnościami i hip-hopowym state of mind; zawsze miałem wrażenie, ze na tle tej często sztucznej i przeszczepionej polskiej kultury hip-hopowej, to odpowiedni człowiek w odpowiednim miejscu. „Minuty” to hip-hop jeszcze raczkujący i uczący się samego siebie, ale zarazem świadomy i ambitny.

 

18. WWO – We własnej osobie

„Tyle celnych strzałów, tyle błędnych ocen…”. Pamiętacie czy już zapomnieliście? Opisując album Małolata i Ajrona zapowiedziałem, że w rankingu znajdzie się jeszcze jedna produkcja z wąsko rozumianego nurtu ulicznego i miałem na myśli właśnie drugą płytę dawnych Witryn. Sokół w życiowej formie: przenikliwy obserwator i kombinator, który w przeciwieństwie do prawie wszystkich ulicznych kolegów nie irytuję typowym dla ulicznego nurtu moralizatorstwem i trywialnymi, „życiowymi” poradami. Jest w nim coś z ulicznego proroka czy błędnego rycerza, co w połączeniu z jego hipnotyzującym głosem sprawia, że to wszystko brzmi po prostu bardzo rozsądnie.„We własnej osobie” to też pierwszy, jeszcze nieśmiały przejaw tego, że WWO nie chcą na zawsze zamknąć się w totalnej niszy purystycznego i twardogłowego ciężkiego hip-hopu opartego na psychodelicznych, smutnych smyczkach i prymitywnych bębnach. Ta płyta muzycznie jest zdecydowanie bardziej melodyjna i zwyczajnie smaczniejsza niż poprzednie, mroczne „Masz i pomyśl” i pomimo trzymania się ulicznej retoryki zaskakuje otwartością. Gdyby tylko różnica poziomów między mc’s nie była tak wyraźna, to pewnie „We własnej osobie” znalazłoby się wyżej.

 

17. Szybki Szmal – Mixtape 2005

2005 rok to moment przełomowy w kwestii podziału underground-mainstream. Dziś, w obliczu faktu, że wszyscy właściwie wydają się sami i sami dbają o promocję i drogi dystrybucji, a programy w TV i czasopisma zastąpił totalnie egalitarny Internet, nie ma on już żadnego znaczenia. A cały proces zaczął się w 2005 roku, kiedy podziemie zaatakowało paroma petardami, które udowodniły, że równanie ‘poziom=kontrakt’ wcale nie musi być jedyną regułą i że warto również śledzić to co dzieje się z dala od głównego nurtu. Jedną z petard był mixtape szalonej i patologicznej ekipy Szybkiego Szmalu. Charyzma, przebojowość, nowoczesność w dobrym rozumieniu i przede wszystkim unikalne połączenie wielu styli to cechy, które wybijają szybkoszmalowy mixtape tak wysoko. Energia Małego Esz Esza, bezczelność Ciecha, charyzma Łysonżiego, teksty Procenta, nieobliczalność Kaliego. Jeżeli na jednym albumie spotyka się 7 czy 8 raperów i każdy rapuje inaczej, a przy tym każdy na wysokim poziomie to taki projekt po prostu nie może się nie udać.

 

16. Waco – Świeży materiał

Na tej liście znajdą się dwie produkcje, które można określić mianem ‘składanki’. Pierwsza z nich to właśnie „Świeży materiał” autorstwa Waco(co będzie drugą już pewnie większość z was się domyśla). Świetne brudne bity i kawał klasyki polskiego hip-hopu. Doskonałe ukazanie tego co najlepsze na (głównie warszawskiej) ulicy w wykonaniu WWO, Zipery, JWP czy Wilka (wow, co za zwrotka. Przez długi czas była to moja ulubiona polska szesnastka) doprawione rapem z innej bajki czyli kawałkami Grammatika czy Pezeta i Dizkreta. Ta płyta to masa wspomnień z okresu kiedy polski rap był dla mnie jeszcze czymś nowym i nie do końca odkrytym.

 

15. Jimson – Gorączka w parku Igieł

Nie ukrywam, że mam taki rapowy fetysz – może jest on nieco snobistyczny – że lubię dyskretne nawiązania i odwołania kulturowe o nieco większej głębi niż te o Rambo, Freddim Krugerze czy Werterze. W ogóle dla mnie rap to jest postmodernizm i jaram się kiedy znajduję płyty, które też wykazują takie podejście - chęć zabawy konwencjami i lepienia czegoś nowego z wielu używanych już materiałów. Mam wrażenie, że w tej kwestii rozumiem się z Jimsonem doskonale. Kolejna rzecz, która sprawia, że „GWPI” to moim zdaniem małe arcydzieło to fakt, że całość jest niezwykle oryginalna, spójna i klimatyczna, a dzieło wieńczy fakt, że za taki dziwny i chory projekt nie wziął się jakiś student w swetrze co obejrzał sporo filmów, ale za to nie za bardzo wie jak się klei dobre rymy, tylko człowiek o naprawdę dużych rapowych umiejętnościach wyrobionych w klasycznych projektach i doszlifowanych w czysto rapowym środowisku naturalnym.

 

14. Eldo – Eternia

Eldo po raz pierwszy, ale nie po raz ostatni. Pewnie nie wszyscy młodzi słuchacze Rap Sesji wiedzą o tym, że był sobie taki okres kiedy to Eldo wcale nie był osobą darzoną wielką estymą i powszechnie szanowaną na naszej scenie. Po beefie z Tede, Bitwie Płockiej, kontrowersyjnych wypowiedziach dla „Mówią bloki” i szeregu innych mniejszych lub większych incydentów, Leszek na jakiś czas stał się swego rodzaju banitą w tym środowisku. Poziom hejtingu jaki dopadł jego osobę choćby w Internecie był naprawdę gigantyczny. I tylko płyta tak dobra i tak dojrzała jak „Eternia” mogła przywrócić Eldokę do łask często zamkniętych hip-hopowych głów. Bity dużo mniej surowe i nie tak minimalistyczne jak na pierwszej solówce plus powrót na dobre do konwencji w jakiej Eldo czuje się najlepiej czyli refleksyjnych, czasem smutnych tekstów, pozwoliło Leszkowi odzyskać jak najbardziej zasłużony respekt. „Chodź ze mną”, „Mędrcy z kosmosu”, „Zza szyby” czy „Myśli” to numery wielkie, a dwuwers „Kim jesteśmy? Jest nas kilku/ Mudżahedini dźwięku, masz przed sobą fanatyków” to najlepsze rozpoczęcie płyty w historii polskiego rapu.

 

13. Tede – Hajs Hajs Hajs

Ciekawa sprawa: kiedy ta płyta wyszła byłem nią trochę zawiedziony, dziś jest albumem Tedego, do którego wracam najchętniej. Jasne, zarzuty właściwie te same co zawsze wobec TDF’a – postawienie na ilość, a nie na jakość i wrażenie, że sporo rzeczy jest tu zrobionych na odpierdol. Ale jeżeli już odkryjemy, które kawałki należy skipować, to i tak zostaniemy z potężną dawką zajebistego i zdystansowanego rapu. „Hajs hajs hajs” to rap pełen luzu i zamierzonego komizmu zanurzonego w absurdzie haseł ‘baunsu’ i ‘lansu’. Tede nigdy nie oglądał się na innych, nie bał się własnych ścieżek i robił swoje po swojemu i z głową. Tego nie odbiorą mu nawet najwięksi antagoniści.„Przyczajony hip, ukryty hop” to tekstowy majstersztyk, a „Proste” to bodaj jeden z najlepszych wspominkowych numerów, jakie wydał na świat polski hip-hop. Dodaj do tego przebojowe single i dostaniesz najbardziej wyluzowana produkcję jaka kiedykolwiek zrodziła się nad Wisłą.

 

12. Ten Typ Mes – Zapiski typa / zamach na przeciętność

W moim przekonaniu Mes to bez dwóch zdań najlepszy polski raper. W związku z tym można uznać, że miejsce dwunaste, które zajmuje w tym rankinu jest zaskakująco niskie, ale niestety obie solówki Mesa posiadają pewne wady, który nie pozwalają mi umieścić ich wyżej. Przy słuchaniu pierwszej mam wrażenie, że płyta z kawałka na kawałek się nieco muli i po 7 kapitalnych numerach zaczyna się seria już ewidentnie słabszych, a przy drugiej, że Mesa nieco poniosło z różnymi dziwnymi pomysłami pokroju „OIOMu” czy „Kontrkultury”. Zastrzeżenia te jednak nie są w stanie zanegować pierwszego zdania tego opisu i jasno trzeba sobie powiedzieć, że czego Piotrek nie zarapuje, zawsze będzie to na odpowiednio wysokim poziomie. „Zwykły we mnie”, „Strach” czy „Cygara i pety” to wizytówki polskiego rapu.

 

11. Flexxip – Fach

Tutaj macie dowód na to, że nie ma jasnych kryteriów, które determinują kolejność płyt w tym rankingu. Oczywistym jest fakt, że Mes AD 2009 jest raperem znacznie lepszym niż Mes AD 2003, ale tutaj dochodzą jeszcze inne kwestie. W tym wypadku na pewno sentyment, ale też fakt, że „Fach” jest płytą praktycznie pozbawioną słabych numerów, a chemia między dwoma tak różnymi raperami jest unikalna. Młody Mes to przebojowość, cwaniactwo, bezczelność, punchline’y i flow – po prostu młody i głodny wilk za mikrofonem. Blef to nieśmiałość, subtelność, wrażliwość, obserwacje i ciekawe koncepty. Razem łącząc te przeciwstawne żywioły stworzyli duet do którego już nikt nigdy poziomem nawet się nie zbliżył. Może gdyby Brudne Serca rzeczywiście kiedyś coś nagrały można by zakładać, że jest szansa na stworzenie lepszego tandemu, ale jak wiadomo, to się już raczej nigdy nie zdarzy.

19:42, muflon_truflon
Link Komentarze (14) »
niedziela, 23 stycznia 2011

Dziś w Rap Sesji sporo polskiego rapu, w tym glownie undergroundowe nowosci.

Nie zabraknie tez paru klasycznych kawalkow ze Stanow.

Ta enigmatyczna zapowiedz musi wam wystarczyc. Cala reszta o 22:00 na 97,1 fm w Radiu Kampus.

12:57, muflon_truflon
Link Komentarze (15) »