oficjalny blog audycji Rap Sesja, której możesz słuchać w każdą niedziele o 22:00 w Radiu Kampus 97,1 fm www.radiokampus.waw.pl
RSS
niedziela, 30 stycznia 2011

Trochę mi to zajęło, ale pora wreszcie na drugą cześć czyli miejsca 20-11. Z następną postaram się wyrobić szybciej.

Przypominam też wszystkim, że dziś o 22:00 Rap Sesja. Słuchaj nas w radiu Kampus na 97,1 fm w Warszawie lub na www.radiokampus.waw.pl

 

20. Pezet Noon – Muzyka klasyczna

Drugą dziesiątkę zaczynam bardzo mocnym uderzeniem. Kolejna płyta o której śmiało można powiedzieć ze ukształtowała kanon polskiego rapu na lata. Dziś teksty Pezeta z tamtego okresu, w których próbował ze sobą zrymować wszystkie marki świata i zauważał, że seniorita jest mokra jak Bonaqua mogą irytować, ale prawda jest taka, że styl Pezeta z 2001 roku to polski rap przez wiele następnych lat. Właściwie cały polski underground to w mniejszym lub większym stopniu postpezet z „Muzyki klasycznej”. I choć dziś rzadko wracam do tej płyty (no, może do „5-10-15” i „To tylko ja” zdarza mi się to robić częściej) i chętniej słucham „Muzyki rozrywkowej”, to po pierwsze rola tego albumu dla polskiego rapu, a po drugie sentyment sprawiają, że ta płyta musiała się tu znaleźć. Gdybym robił ranking nieco mniej subiektywny, a bardziej nastawiony na podkreślenie znaczenia różnych albumów dla polskiego hip-hopu to na pewno „Muzyka klasyczna” znalazłaby się w pierwszej piątce. Warto również zaznaczyć ze odejście Noona od produkcji hip-hopowych to dla polskiej sceny największa strata minionej dekady.

 

19. Stare Miasto – Minuty

Polskie A Tribe Called Quest i ich drugi album na miejscu 19. Kupiłem kiedyś tę płytę na jakiejś promocji w empiku za 9 zł i zakochałem się w jej czystej, rdzenno hip-hopowej wibracji. Dizkretowi zawsze brakowało nieco emocji w nawijcę, ale nadrabiał to umiejętnościami i hip-hopowym state of mind; zawsze miałem wrażenie, ze na tle tej często sztucznej i przeszczepionej polskiej kultury hip-hopowej, to odpowiedni człowiek w odpowiednim miejscu. „Minuty” to hip-hop jeszcze raczkujący i uczący się samego siebie, ale zarazem świadomy i ambitny.

 

18. WWO – We własnej osobie

„Tyle celnych strzałów, tyle błędnych ocen…”. Pamiętacie czy już zapomnieliście? Opisując album Małolata i Ajrona zapowiedziałem, że w rankingu znajdzie się jeszcze jedna produkcja z wąsko rozumianego nurtu ulicznego i miałem na myśli właśnie drugą płytę dawnych Witryn. Sokół w życiowej formie: przenikliwy obserwator i kombinator, który w przeciwieństwie do prawie wszystkich ulicznych kolegów nie irytuję typowym dla ulicznego nurtu moralizatorstwem i trywialnymi, „życiowymi” poradami. Jest w nim coś z ulicznego proroka czy błędnego rycerza, co w połączeniu z jego hipnotyzującym głosem sprawia, że to wszystko brzmi po prostu bardzo rozsądnie.„We własnej osobie” to też pierwszy, jeszcze nieśmiały przejaw tego, że WWO nie chcą na zawsze zamknąć się w totalnej niszy purystycznego i twardogłowego ciężkiego hip-hopu opartego na psychodelicznych, smutnych smyczkach i prymitywnych bębnach. Ta płyta muzycznie jest zdecydowanie bardziej melodyjna i zwyczajnie smaczniejsza niż poprzednie, mroczne „Masz i pomyśl” i pomimo trzymania się ulicznej retoryki zaskakuje otwartością. Gdyby tylko różnica poziomów między mc’s nie była tak wyraźna, to pewnie „We własnej osobie” znalazłoby się wyżej.

 

17. Szybki Szmal – Mixtape 2005

2005 rok to moment przełomowy w kwestii podziału underground-mainstream. Dziś, w obliczu faktu, że wszyscy właściwie wydają się sami i sami dbają o promocję i drogi dystrybucji, a programy w TV i czasopisma zastąpił totalnie egalitarny Internet, nie ma on już żadnego znaczenia. A cały proces zaczął się w 2005 roku, kiedy podziemie zaatakowało paroma petardami, które udowodniły, że równanie ‘poziom=kontrakt’ wcale nie musi być jedyną regułą i że warto również śledzić to co dzieje się z dala od głównego nurtu. Jedną z petard był mixtape szalonej i patologicznej ekipy Szybkiego Szmalu. Charyzma, przebojowość, nowoczesność w dobrym rozumieniu i przede wszystkim unikalne połączenie wielu styli to cechy, które wybijają szybkoszmalowy mixtape tak wysoko. Energia Małego Esz Esza, bezczelność Ciecha, charyzma Łysonżiego, teksty Procenta, nieobliczalność Kaliego. Jeżeli na jednym albumie spotyka się 7 czy 8 raperów i każdy rapuje inaczej, a przy tym każdy na wysokim poziomie to taki projekt po prostu nie może się nie udać.

 

16. Waco – Świeży materiał

Na tej liście znajdą się dwie produkcje, które można określić mianem ‘składanki’. Pierwsza z nich to właśnie „Świeży materiał” autorstwa Waco(co będzie drugą już pewnie większość z was się domyśla). Świetne brudne bity i kawał klasyki polskiego hip-hopu. Doskonałe ukazanie tego co najlepsze na (głównie warszawskiej) ulicy w wykonaniu WWO, Zipery, JWP czy Wilka (wow, co za zwrotka. Przez długi czas była to moja ulubiona polska szesnastka) doprawione rapem z innej bajki czyli kawałkami Grammatika czy Pezeta i Dizkreta. Ta płyta to masa wspomnień z okresu kiedy polski rap był dla mnie jeszcze czymś nowym i nie do końca odkrytym.

 

15. Jimson – Gorączka w parku Igieł

Nie ukrywam, że mam taki rapowy fetysz – może jest on nieco snobistyczny – że lubię dyskretne nawiązania i odwołania kulturowe o nieco większej głębi niż te o Rambo, Freddim Krugerze czy Werterze. W ogóle dla mnie rap to jest postmodernizm i jaram się kiedy znajduję płyty, które też wykazują takie podejście - chęć zabawy konwencjami i lepienia czegoś nowego z wielu używanych już materiałów. Mam wrażenie, że w tej kwestii rozumiem się z Jimsonem doskonale. Kolejna rzecz, która sprawia, że „GWPI” to moim zdaniem małe arcydzieło to fakt, że całość jest niezwykle oryginalna, spójna i klimatyczna, a dzieło wieńczy fakt, że za taki dziwny i chory projekt nie wziął się jakiś student w swetrze co obejrzał sporo filmów, ale za to nie za bardzo wie jak się klei dobre rymy, tylko człowiek o naprawdę dużych rapowych umiejętnościach wyrobionych w klasycznych projektach i doszlifowanych w czysto rapowym środowisku naturalnym.

 

14. Eldo – Eternia

Eldo po raz pierwszy, ale nie po raz ostatni. Pewnie nie wszyscy młodzi słuchacze Rap Sesji wiedzą o tym, że był sobie taki okres kiedy to Eldo wcale nie był osobą darzoną wielką estymą i powszechnie szanowaną na naszej scenie. Po beefie z Tede, Bitwie Płockiej, kontrowersyjnych wypowiedziach dla „Mówią bloki” i szeregu innych mniejszych lub większych incydentów, Leszek na jakiś czas stał się swego rodzaju banitą w tym środowisku. Poziom hejtingu jaki dopadł jego osobę choćby w Internecie był naprawdę gigantyczny. I tylko płyta tak dobra i tak dojrzała jak „Eternia” mogła przywrócić Eldokę do łask często zamkniętych hip-hopowych głów. Bity dużo mniej surowe i nie tak minimalistyczne jak na pierwszej solówce plus powrót na dobre do konwencji w jakiej Eldo czuje się najlepiej czyli refleksyjnych, czasem smutnych tekstów, pozwoliło Leszkowi odzyskać jak najbardziej zasłużony respekt. „Chodź ze mną”, „Mędrcy z kosmosu”, „Zza szyby” czy „Myśli” to numery wielkie, a dwuwers „Kim jesteśmy? Jest nas kilku/ Mudżahedini dźwięku, masz przed sobą fanatyków” to najlepsze rozpoczęcie płyty w historii polskiego rapu.

 

13. Tede – Hajs Hajs Hajs

Ciekawa sprawa: kiedy ta płyta wyszła byłem nią trochę zawiedziony, dziś jest albumem Tedego, do którego wracam najchętniej. Jasne, zarzuty właściwie te same co zawsze wobec TDF’a – postawienie na ilość, a nie na jakość i wrażenie, że sporo rzeczy jest tu zrobionych na odpierdol. Ale jeżeli już odkryjemy, które kawałki należy skipować, to i tak zostaniemy z potężną dawką zajebistego i zdystansowanego rapu. „Hajs hajs hajs” to rap pełen luzu i zamierzonego komizmu zanurzonego w absurdzie haseł ‘baunsu’ i ‘lansu’. Tede nigdy nie oglądał się na innych, nie bał się własnych ścieżek i robił swoje po swojemu i z głową. Tego nie odbiorą mu nawet najwięksi antagoniści.„Przyczajony hip, ukryty hop” to tekstowy majstersztyk, a „Proste” to bodaj jeden z najlepszych wspominkowych numerów, jakie wydał na świat polski hip-hop. Dodaj do tego przebojowe single i dostaniesz najbardziej wyluzowana produkcję jaka kiedykolwiek zrodziła się nad Wisłą.

 

12. Ten Typ Mes – Zapiski typa / zamach na przeciętność

W moim przekonaniu Mes to bez dwóch zdań najlepszy polski raper. W związku z tym można uznać, że miejsce dwunaste, które zajmuje w tym rankinu jest zaskakująco niskie, ale niestety obie solówki Mesa posiadają pewne wady, który nie pozwalają mi umieścić ich wyżej. Przy słuchaniu pierwszej mam wrażenie, że płyta z kawałka na kawałek się nieco muli i po 7 kapitalnych numerach zaczyna się seria już ewidentnie słabszych, a przy drugiej, że Mesa nieco poniosło z różnymi dziwnymi pomysłami pokroju „OIOMu” czy „Kontrkultury”. Zastrzeżenia te jednak nie są w stanie zanegować pierwszego zdania tego opisu i jasno trzeba sobie powiedzieć, że czego Piotrek nie zarapuje, zawsze będzie to na odpowiednio wysokim poziomie. „Zwykły we mnie”, „Strach” czy „Cygara i pety” to wizytówki polskiego rapu.

 

11. Flexxip – Fach

Tutaj macie dowód na to, że nie ma jasnych kryteriów, które determinują kolejność płyt w tym rankingu. Oczywistym jest fakt, że Mes AD 2009 jest raperem znacznie lepszym niż Mes AD 2003, ale tutaj dochodzą jeszcze inne kwestie. W tym wypadku na pewno sentyment, ale też fakt, że „Fach” jest płytą praktycznie pozbawioną słabych numerów, a chemia między dwoma tak różnymi raperami jest unikalna. Młody Mes to przebojowość, cwaniactwo, bezczelność, punchline’y i flow – po prostu młody i głodny wilk za mikrofonem. Blef to nieśmiałość, subtelność, wrażliwość, obserwacje i ciekawe koncepty. Razem łącząc te przeciwstawne żywioły stworzyli duet do którego już nikt nigdy poziomem nawet się nie zbliżył. Może gdyby Brudne Serca rzeczywiście kiedyś coś nagrały można by zakładać, że jest szansa na stworzenie lepszego tandemu, ale jak wiadomo, to się już raczej nigdy nie zdarzy.

19:42, muflon_truflon
Link Komentarze (14) »
niedziela, 23 stycznia 2011

Dziś w Rap Sesji sporo polskiego rapu, w tym glownie undergroundowe nowosci.

Nie zabraknie tez paru klasycznych kawalkow ze Stanow.

Ta enigmatyczna zapowiedz musi wam wystarczyc. Cala reszta o 22:00 na 97,1 fm w Radiu Kampus.

12:57, muflon_truflon
Link Komentarze (15) »
środa, 19 stycznia 2011

Ciach! Jedziemy z pierwszą częścią mojego subiektywnego rankingu. Wszystkich czytelników zachęcam aby zanim wczytają się w zestawienie, najpierw powrócili do poprzedniego wpisu, w którym tłumaczę o co chodzi i jaki jest klucz doboru albumów.

 

30. O.S.T.R. – Tabasko

Pierwszy album mojego rankingu i od razu ważny statement: to jedyna płyta Ostrego jaka znalazła się w tym rankingu. Paru dziennikarzy piszących o polskim rapie z doskoku dla ważnych i poczytnych periodyków przeciera pewnie teraz oczy (znaczy nie przeciera bo po cóż mieliby to czytać, ale na pewno by przecierali gdyby czytali), a młodych fanów Adama nachodzi myśl ‘jebaniec zazdrości Ostremu fristajlu. Wiadomo, ze by przegrał z Ostrym to chce go deprecjonować’. A sedno tkwi w tym, że to zestaw subiektywny i po prostu tak mi się to widzi. „Ja tu tylko sprzątam”, „OCB”, „Jazz w wolnych chwilach” czy „7” to tez bardzo dobre płyty, do których zdarza mi się wracać, ale nie na tyle ważne dla mnie, żebym umieszczał je w tym zestawieniu. Tabasko minimalnie wyprzedziło debiut Ostrego czyli pełne bezczelności „Masz to jak w banku” ze względu na większa ilość numerów, które pozostają w pamięci. Tabasko to album, który de facto rozpoczął wielka karierę Ostrego, zdobywając ogromne uznanie w środowisku, a „Ja i mój lolo”, „Ziom za ziomem” czy „Kochana Polsko” to bezdyskusyjne klasyki polskiego rapu. W 2001 roku Ostry był jeszcze młody, pełny emocji i mam wrażenie, ze liczba tematów na które chciał się konkretnie i dobitnie wypowiedzieć była większa niż dzisiaj.

 

29. JuNouMi vol.2

Dwudzieste dziewiąte miejsce mojego rankingu to niejako nagroda za całokształt twórczości. Pierwsze dwie (no, może trzy) części legendarnych składanek JuNouMi dla każdego słuchacza, który w pierwszej połowie ostatniej dekady czuł się truskulem, jarał techniką i braggami (zaliczam się do tego grona) to albumy przełomowe i inspirujące. Spuścizna tych płyt jest często nie do końca dostrzegana, a niewątpliwie numery takie jak „Cały czas”, „Kolejny drink”, „Pieprzyć szary beton”, „Teraz albo nigdy”,„Outro” czy „Rzuciłbym to dawno” pomimo faktu, ze dziś –w sporej części – nie budzą już takiego uznania, wyznaczyły trendy dla tego braggowego i skupionego na warsztacie nurtu rapu na wiele, wiele lat. To właśnie na tych płytach upust swoim technicznym zdolnościom dawał Pezet;  Eis i Dizkret prezentowali numery z nadchodzących solowych wydawnictw, a karierę na dobre zaczynali Mes i 2cztery7 czy Duże Pe.

W rankingu umieściłem dwójkę, bo tych klasycznych numer na niej jest po prostu najwięcej, ale tak naprawdę ta pozycja to hołd za cały dorobek JuNouMi.

 

28. Jot – Każdego dnia człowiek

Ten nielegal Jota to jedna z cieplejszych i zwyczajnie po ludzki przyjemnych pozycji w historii polskiego rapu. Funkujące, leniwe, ale i przebojowe brzmienie oraz teksty pozbawione głębszej wczuty i silenia się na potężny przekaz. Mało kto w tym kraju w taki naturalny sposób wchodzi w bit jak Jot i mało komu na tej scenie pełnej spiętych chamów udał się tak luźny materiał. Usiądź wygodnie w fotelu, napij się drinka z ziomkiem i puść w tle „wyobraź sobie”. To jest wlaśnie relaks.

 

27. Praktik – Dobra częstotliwość

Skoro słowo ‘relaks’ zakończyło opis poprzedniej płyty, to nie dajemy mu odpocząć i wciskamy na początek recenzji tej. Bity Praktika i bez pomocy raperów działają jak trzeba, a jeżeli okazuje się, ze raperami na nich nawijającymi są Dizkret, Mes czy Ero to możemy śmało zakładać ze raczej nic złego nas tu nie spotka. Szkoda, ze w Polsce nigdy nie udało się stworzyć ciekawego połączenia rapu i r’n’b na miarę kawałka Dizkreta i Pacaka z tej wlaśnie płyty. Gdyby ktoś kiedyś się za to zabrał to myślę, że telefon do Praktika w sprawie produkcji byłby wskazany. „Dobra częstotliwość” to tez źródło w którym należy upatrywać się jednego z najlepszych numerów z nalepka polski rap czyli „Biznes” z Pezetem lirycznie w życiowej formie. Do dziś nie wiem czemu ta płyta przeszła bez echa. Pewnie odpowiedz jest prosta i niestety bezlitośnie typowa dla naszej sceny – była za dobra.

 

26. Mały Esz Esz – Bez zabezpieczeń

Końcówka 2004 roku i – nie ukrywam – spore zaskoczenie. Przed tym albumem nie miałem żadnego doświadczenia z rapem Małego Esz Esza i kupiłem ją głównie dlatego, że w końcówce tamtego roku już nic ciekawego się nie ukazywało. Okazało się ze był to strzał w dziesiątkę. „Bez zabezpieczeń” to album bez lirycznych fajerwerków, ale urzekający zwyczajnością i bezpretensjonalnością nawijek. Dodatkowo słuchając tego albumu mam wrażenie że wszystko jest dobrze przemyślane i nie mówię tu tylko o samej warstwie tekstowej, ale tez o doborze bitów i gości do tekstów, układ playlisty itd. Po prostu to wszystko dobrze wchodzi. A bonus track to jeden z najbardziej wciągających i emocjonalnych numerów w historii polskiego rapu. Pewnie można się doczepić że nieco grafomański (trudno nawijać 6 minut o miłości nie ocierając się o banał), ale jednak zostawiający mocny ślad w głowie słuchacza.

 

25. Duże Pe Spox IGS – Sinus

Mam wrażenie, że z roku na rok ten album spadałby w moim rankingu coraz niżej. 5 lat temu pewnie byłby w pierwszej piątce, 3 lata temu w 10, dziś wylądował trochę dalej, ale poza 30 raczej nigdy by nie wyleciał ze względu na to jaka wartość dla mnie stanowił w momencie ukazania. Dziś teksty Dużego Pe mogą wydawać się nieco naiwne, ale pamiętajmy, że rok 2004 to nie 2010 i gama tematyki na rodzimych produkcjach wciąż była spłaszczona i obarczona ulicznym piętnem, a Marcinowi udało się jej uciec, a jeśli chodzi o warsztat rapu to życzyłbym sobie żeby dzisiaj raperzy nawijali na takim poziomie (choć rzecz jasna dziś podwójne rymy nie robią już takiego wrażenia) jak Pe wówczas. Na tamten moment była to produkcja kompletna i trafiająca w gust młodego truskula.

 

24. Zeus – Co nie ma sobie równych

Jeśli się nie mylę, to w tym rankingu znajdziecie tylko jedna plytę która ma świeższą datę produkcji niż krążek Zeusa. Wiadomo, sentyment zawsze dokłada parę swoich punktów do oceny, a i wiedza o rapie i ogólna dojrzałość sprawiają, że trudniej człowiekowi zaimponować swoim materiałem, więc nowsze produkcje maja nieco trudniejsze zadanie. Także spory punkt dla Zeusa za sama obecność w tym zestawieniu, choć pewnie nieco mu pomogło to, że podobnie jak Mały Esz Esz on również zaskoczył mnie poziomem swojej płyty. Nie spodziewałem się tak dobrej produkcji, kiedy pierwszy raz włączyłem „Co nie ma sobie równych”, nawet pomimo faktu, że pierwszym numerem z tej płyty z jakim się zapoznałem był „W dół”, który uważam za definitywnie jeden z najlepszych polskich kawałków ever. Niezwykle mocno strona tej płyty jest jej końcówka. Od 10 numeru aż do ostatniego 14 mamy do czynienia z absolutnymi wyżynami polskiego rapu.

 

23. DJ Buhh – Volumin 1

Składanki DJ’a Buhha to jeden z lepszych marketingowo-artystycznych pomysłów na jakie wpadł Tede. Prosty patent z wzięciem cudzych bitów, nawinięciem pod nie swoich zwrotek i dorzuceniem hostujących gadek stworzonego przez siebie alter ega – grubiańskiego i szalonego DJ’a Buhha, a potem sprzedawania tego na ulicy z rąk do rąk, był prawdziwym dowodem na to, że Tede nie jest zepsutą rap gwiazdą liczącą na łatwy hajs, lecz wciąż tym samym zajawkowiczem, którym był kiedy nagrywał pierwsze demo, „był spod znaku lewka” i „palił wszystkie zielone drzewka”. Połączenie umiejętności jednego z najlepszych i najbardziej fejmowych raperów w kraju z tą undergroundową konwencją dało efekt w postaci dwóch kapitalnych nielegali. Volumin 1 i Volumin 2 to płyty kozackie i do dziś się zastanawiam czy nie usłyszeliśmy na nich Tedego w życiowej formie. Dwójka zasłynęła oczywiście „Pękniętym jeżem”, ale to na jedynce jest najwięcej doskonałych tracków. Zaczyna się od mocnego „Hałasu”, przechodzi w bekę z Sylwestra Latkowskiego („moja morda na billboardach/ dziwek horda to moja eskorta/ ja koks wącham, pije wódę/ Sylwek zrób o tym super reportaż”) i w świetne „SND”, z jednym z najlepszych wejść w polskim rapie, które może nie wygląda jakoś oszałamiająco na papierze, ale za to jak brzmi („kradzione bity plus moje rymy/alkohol, narkotyki, dziewczyny/ oho, czyli wszystko jest spoko/ wszystko jak dotąd… skurwysyny”), a wszystko kończy rubaszny i pewnie nieco zbyt wulgarny dla pruderyjnych słuchaczy freestyle, któremu jednak nie można odmówić tego, że jest zwyczajnie w świecie zabawny i świetnie zarymowany. Pozdro dla DJ’a Buhha! (aha, i to nie jest oryginalna okładka)

 

22. Ortega Cartel – Lavorama

Bum! Najnowszy album ze wszystkich, które zobaczycie w tym zestawieniu. Hit lata 2009. Choć hit to może nie jest najbardziej adekwatne słowo w kontekście skromnych i prostych (prostota nie prostactwo szacunek budzi!) tekstów chłopaków z Ortegi. Słuchając ich rapu mam wrażenie jakbym cofnął się do przełomu wieków i produkcji typu RHX, pełnych radości z samego procesu tworzenia i kipiących naturalną zajawką. Tak jakoś się dziwnie dzieje, że mimo, że hip-hop jest muzyką względnie świeżą, nową i wciąż się rozwijającą, my wszyscy najbardziej lubimy kiedy raperzy potrafią cofnąć nas do przeszłości (fenomen imprez typu „A pamiętasz jak…” czy „Rap History Warsaw”, gdzie młodzi ludzie wspominają wcale nie tak odległe przecież czasy to temat na dłuższy felieton) i gospodarze tego albumu taką umiejętność posiedli. A kiedy już znudzimy się nieco prostymi tekstami i niezbyt wyszukanymi środkami wyrazu, z odsieczą nadchodzą Ostry, Tede, Procent, a zwłaszcza Reno i Mielzky dodając do ciepłych bitów Patr00 szczyptę rapu z najwyższej półki.

 

21. Małolat Ajron – W pogoni za lepszej jakości życiem

Gdybym był złośliwy napisałbym, że to płyta z czasów kiedy Małolat nie czytał jeszcze książek, ale zapomnijmy o tym. Nie dawno w Rap Sesji wspominałem, że to najlepszy uliczny album jaki został wydany na naszej scenie, ale potem przypomniałem sobie o jeszcze jednej pozycji, która będzie nieco wyżej w tym rankingu (czekaj na kolejne części!). Nie zmienia to jednak faktu, że autentyczność rapu Małolata, który jako jeden z niewielu łączy uliczną wiarygodność z dużymi skillsami to towar (nomen omen w tym kontekście) unikatowy i ekskluzywny jak na warunki naszego rodzimego rapowego podwórka. Wszystkie te hardkorowe historie są osadzone na równie ciężkich bitach ucznia Noona – Ajrona. Mało kto w Polsce miał takie bębny i w połączeniu z dynamicznym, pełnym stylowych powtórzeń rapem Małolata po prostu brzmi to tak jak powinien brzmieć brudny rap, a teksty Małolata fascynują świadomością w jakim syfie tkwi autor i brakiem taryfy ulgowej dla samego siebie („ktoś od nas znowu został wyjebany za pobicie/ bo dziś jesteśmy tymi ludźmi przed którymi ostrzegali nas rodzice”).

18:47, muflon_truflon
Link Komentarze (10) »
wtorek, 18 stycznia 2011

Zapowiadałem to podsumowanie w poprzedniej Rap Sesji i w końcu zaczynam się wywiązywać z obietnicy. W obliczu tego, że jest sesja i każdy prawilny student ma przejebane, trzeba znaleźć sobie jakieś zajęcie, które odwiedzie cię od myślenia o nauce, bo jak wiadomo – każdy prawilny student w sytuacjach kryzysowych myśli irracjonalnie. Ja znalazłem to.

Pomysł na stworzenie podsumowania ostatniej dekady w polskim hip-hopie nasunął mi się kiedy wypełniałem podsumowanie minionego roku dla popkillera (nie wiem kiedy to wrzucą). Poza tradycyjnym podsumowaniem ostatniego roku, Ematei zasugerował, abym wskazał też najlepsze wydawnictwa z całej dekady. Początkowo uznałem, że wymienię zarówno te z zagranicy, jak i te z rodzimego podwórka, ale kiedy zauważyłem, że nie jestem w stanie ograniczyć liczby albumów zagranicznych, uznałem, że nie będę już nadużywał miejsca na serwerach popkillera, a za to reanimuję naszego bloga, który nieco ucierpiał na fakcie powołania do życia fanpage’u Rap Sesji na facebooku, i właśnie tutaj umieszczę listę moich ulubionych polskich produkcji wraz z uzasadnieniem.

Zdecydowałem się na formułę rankingu, gdyż będzie ona bardziej atrakcyjną dla odbiorcy (oczekiwanie na wyższe miejsca buduje napięcie:) ). Oczywiście to tylko zabawa a muzyka to nie zawody i to, że płyta zajmuje 24 miejsce w rankingu nie oznacza, że jest o jeden punkt lepsza niż ta z 25, a o 3 gorsza od tej z 21 i można to łatwo przedstawić na potężnym wszystkoobiektywizującym hip-hopowym wykresie. Umówmy się, że te różnice nie mają większego znaczenia, choć oczywiście – dajmy na to – płyta z 4 miejsca prawdopodobnie jest dla mnie z subiektywnych względów lepsza i ważniejsza od tej z miejsca 28. Subiektywizm to słowo klucz w tym kontekście. Nie stworzyłem obiektywnego i przekrojowego rankingu najważniejszych hip-hopowych płyt dla Machiny i czytelników średnio obeznanych w temacie, lecz swoje osobiste zestawienie ulubionych produkcji, pewnie głównie dla osób, które mają własny wyrobiony gust i spojrzenie na tę kwestię (choć może komuś uda mi się podsunąć parę fajnych pozycji, których do tej pory nie sprawdził). Część z nich znalazła się tu ze względu na to, że jest zajebista i cały czas jej słucham, a część dlatego, że była dla mnie ważna kiedy wychodziła, nawet jeżeli dziś już nie robi na mnie wrażenia. Jedynym elementem wspólnym jest mój gust, a wszelkie uzasadnienia czemu dana płyta się tu znalazła znajdują się przy każdej pozycji z osobna.

Ostatnią kwestią, której należy się regulacja jest określenie czasu, który podsumowuję. W rankingu znajdują się płyty wydane od 2001 do 2010 roku i jest to zbiór domknięty, więc teoretycznie nie jest to zbiór moich ulubionych polskich rapów ever, ale praktycznie z oczywistych względów jest nim w bardzo dużej części. Właściwie żeby wyczerpać temat moich ulubionych produkcji można by dodać albumy: Kaliber 44 „Księga tajemnicza: prolog”, Molesta „Skandal”, Warszafski Deszcz „Nastukafszy”, Grammatik „Światła miasta”, Paktofonika „Kinematografia” i Fisz „Polepione dźwięki”. Gdyby te właśnie płyty dorzucić do tego rankingu (a wszystkie znalazłyby się pewnie relatywnie wysoko) uzyskalibyście pełen zestaw moich ulubionych polskich produkcji spod znaku hip-hop.

Wszelkie kwestie uregulowane. W następnym odcinku miejsca 30-21 :)

20:12, muflon_truflon
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 17 stycznia 2011

Playlista i rip wczorajszej audycji:

1. Solar & Trzy-Szesc - Mamy klase

2. Solar & MMX feat. Danny - Manieczki

3. Royce Da 5'9 - Part of me

4. Trzy-Szesc - Kredyt

5. Vnm feat. Pezet, Ten Typ Mes, Pyskaty - Cypher

6. Trzy-Szesc feat. Enson - Ninja, please

7. Solar & MMX - W drodze

rip:

http://www.przeklej.pl/plik/kampus-air-16-styczen-2011-22-01-16-mp3-00262865q6jo

14:26, muflon_truflon
Link Komentarze (3) »
niedziela, 16 stycznia 2011

ale zanim to nastapi masz jeszcze okazje pare razy posluchac Rap Sesji.

Dzis w naszym studiu zagoszcza Solar i Trzy-Sześć. Obaj wydali wlasnie nowe albumy, wiec tematow do rozmowy nie zabraknie.

Nie zabraknie tez na pewno freestyle'u, sprobujemy zmierzyc sie z naglosniona ostatnio opcja cypheru:)

Sluchaj nas od 22:00 na 97,1 fm w Warszawie i www.radiokampus.waw.pl wszedzie indziej.

 

15:07, muflon_truflon
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 stycznia 2011

Wczoraj zakonczylismy podsumowywanie roku 2010. Zajelo nam to trzy audycje, ale mysle ze wiekszosc rzeczy wartych uwagi zostalo wspomnianych. Wszelkie luki (Kno, Jot, Medium, Ghostface Killah etc.) bedziemy starac zalatac juz w nowym pieknym 2011.

Tych ktorzy nie sluchali wczoraj naszej audycji informuje, ze zapowiedzialem iz umieszcze na blogu ranking 30 moich ulubionych polskich plyt minionej dekady, wiec jezeli interesuje was moja opinia w tym temacie, to warto zebyscie czasem zerkali na tego bloga. Mozliwe, ze pierwsza odslona jeszcze dzis.

Przypominam rowniez, ze na naszym fanpage'u na facebooku przez ostatnie dwa tygodnie wrzucalismy najglosniejsze, najlepsze i nasze ulubione numery 2010 roku ze swiata i z Polski, wiec jezeli ktos to przegapil to moze sie przedrzec przez archiwum fanpage'owe i zerknac co tam ciekawego wybralismy. Dzisiaj wrzuce tam ostatnie 2-3 numery.

Tutaj playlista i rip wczorajszej audycji:

1. B.o.B. feat. Janelle Monae - The Kids

2. Freeway & Jake One - One foot in

3. J.Cole - Higher

4. Kid Cudi - Revofev

5. Professor Green - City of gold

6. Hocus Pocus - Wo-oo

7. Big Boi feat. George Clinton, Too Short, Sam Chris- Fo yo sorrows

8. Reflection Eternal - Ballad of the black gold

9. Evidence - Frame of mind

10. 1982 feat. Saigon, Freeway - Live is what you make

rip: http://www.przeklej.pl/plik/kampus-direct-9-styczen-2011-22-00-41-mp3-0025q8ae996u

18:00, muflon_truflon
Link Komentarze (2) »
niedziela, 09 stycznia 2011

Dzis po raz ostatni bedziemy podsumowywac rok 2010. Tak jak zapowiadalem dwa tygodnie temu dzis nastapi kontynuacja prezentacji zestawienia najlepszych zagranicznych numerow poprzednich dwunastu miesiecy czyli podsumowanie zagranicznego rapu AD 2010 vol.2.

Nie zabraknie tez na pewno poweekendowych refleksji panow prowadzacych, a takze niesamowicie smiesznych gagow, ktore bedzie mozna sobie wstawic w opis na gg, co zaowocuje 7 nowymi zaproszeniami do znajomych na grono.net, ktorego i tak juz nie uzywasz.

Zamulilem ostatnio z wrzuceniem playlist i ripow wiec prosze, tutaj playlisty i ripy dwoch ostatnich audycji:

26 grudnia:

1. Hocus Pocus - Beautiful Losers

2. B.o.B. feat. Lupe Fiasco - Past my shades

3. Kanye West - Power

4. Rhymefest - Talk my shit

5. Celph Titled & Buckwild feat. F.T., R.A. The Rugged Man - Mad Ammo

6. Professor Green - Do for you

7. Big Boi feat. Janelle Monae - Be still

8. The Roots - How I got over

9. Nas & Damian Marley feat. Lil'Wayne - My generation

10. N.E.R.D. - Hypnotize U

11. Yelawolf - Pop the trunk

rip: http://www.przeklej.pl/plik/kampus-direct-26-grudzien-2010-21-59-53-mp3-0025os5kfbq4

2 stycznia:

1. DonGuralesko - Pale majki

2. Jot feat. Jazzy - To nie tak mialo byc

3. Eldo - Moje ...

4. Lukatrics feat. HST - Nienawisc

5. Proceente - Niczego nie zaluje

6. Lukatrics feat. Joka, HST, Fokus, Jajonasz - Trzeba wziac

7. Vienio feat. Hades - Nowe bloki

8. Pezet Malolat feat. Malpa - Nagapilem sie

9. Projekt Ostry Emade - Nie odejde stad

rip: http://www.przeklej.pl/plik/kampus-air-2-styczen-2011-22-00-31-mp3-0025p9ai92mv

 

19:40, muflon_truflon
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 02 stycznia 2011

Dziś w ramach trzytygodniowego cyklu podsumowań roku 2010 przyszła pora na dogłębną analizę tego co działo się w Polscę.

Dziś tylko najlepsze (i najgłośniejsze) numery tego roku z Polski i podobnie jak w zeszłym roku podsumowanie podzielone na różne kategorie.

Podobnie jak rok temu, również i dziś, w ogarnięciu tego całego pierdolnika będzie nam pomagał Mateusz Ematei Natali, redaktor popkiller.pl i bez wątpienia znawca polskiego rapu.

Zapraszamy do słuchania o 22:00

PS Przypominam, że na fanpage'u Rap Sesji na facebooku cały czas wrzucamy najlepsze numery poprzedniego roku. Warto nas lubić:)

16:08, muflon_truflon
Link Komentarze (8) »